"Wings of Fear" to "wertykalna" strzelanina. Gracz steruje dwupłatowcem z okresu pierwszej Wojny Światowej i ma za zadanie odnaleźć ukrytą niemiecką bazę, po drodze eliminując nadciągające siły przeciwnika. Początkowo odpieramy ataki podobnych do naszej maszyn, lecz wkrótce przyjdzie nam zmierzyć się z większymi egzemplarzami, które ku naszemu zaskoczeniu będą kierować w naszą stronę ostrzał z dział plazmowych oraz samonaprowadzających rakiet. W dalszych etapach okaże się, że za tym skokiem technologicznym stoją kosmici, bo zamiast samolotów będzie trzeba eliminować także dziwnie wyglądające obiekty latające. Nasz samolot posiada nieograniczoną ilość amunicji, należy kontrolować jego poziom paliwa oraz wytrzymałość. Ta ostatnia obrazowana jest przez dymiące silniki, co w praktyce oznacza, że możemy przyjąć tylko dwa trafienia (plazmą jedno). Uzupełnienie paliwa oraz regeneracja wytrzymałości odbywają się poprzez zebranie skrzyni z desantem, która co jakiś czas pojawia się na ekranie. Gra składa się łącznie z sześciu głównych misji, które dzielą się zazwyczaj na trzy etapy: część główna, część bonusowa oraz potyczka ze strażnikiem. W części bonusowej zamiast niszczyć przeciwników zbieramy balony z żetonami punktowymi oraz balony z dodatkowym życiem (uwaga - w odróżnieniu od innych, ten balon można zniszczyć pociskiem). Od misji czwartej pojawiają się etapy, w których tylko bombardujemy cele naziemne lub przelatujemy między budynkami i należy uważać, aby nie rozbić się o ich ściany.
Ekrany tytułowe oraz odpraw przed etapami utrzymane są w szaro-białej tonacji (czasami dochodzi też czerwień) i oddają trochę klimat okresu, w jakim odbywa się akcja gry. W pierwszych etapach rozgrywki widzimy plastyczną kreskę scenerii, dużo animowanych szczegółów (dymiące silniki, spadające palące się samoloty, wojskowe pojazdy poruszające się po drogach), ciekawie stworzone chmury oraz przelot "pod nimi". Niemniej w dalszych misjach, gdy odsłania się wątek pozaziemski, grafika wyraźnie się pogarsza, zmniejsza się liczba kolorów oraz detali. Grę cechuje płynna i w miarę szybka animacja, przez co akcja na ekranie jest dosyć wartka i całkiem sporo się dzieje, choć do roju przeciwników oraz rozgrywki w stylu "bullet hell" droga daleka (maksymalnie zobaczymy sześciu przeciwników w jednym momencie, choć należy to zaliczyć do rzadkości). Etapy same w sobie są krótkie i dość łatwo przyjdzie nam poznać schemat zachowań przeciwników. Trochę pomęczymy się z większymi strażnikami, lecz średnio wprawny gracz także i na nich szybko znajdzie właściwy sposób ich pokonania. Ogromnym atutem gry jest klimatyczna ścieżka muzyczna oraz dobrze dobrane dźwięki, do czego swoją rękę przyłożył scenowy muzyk Curt Cool - człowiek z niesamowitym talentem do modułów chip, które tutaj idealnie się wpasowały.
Pomimo tego, że pierwszy kontakt z "Wings of Fear" wypada całkiem dobrze, szybko zauważymy kilka błędów projektowych. Na początek wspomnę o braku jakiegokolwiek systemu power-upów. Co prawda w pewnym momencie gry otrzymujemy działo plazmowe, które zastępuje klasyczny arsenał, jednak nie jest to żaden power-up wzmacniający siłę strzału, lecz jedynie jego inne wizualne zobrazowanie (a przynajmniej ja nie zauważyłem, aby ten rodzaj broni wyraźnie zwiększał moc strzału). Kolejny element to nieco infantylne rozwiązanie z desantem, który uzupełnia energię i paliwo i pojawia się prawie zawsze wtedy, gdy jest ono bliskie wyczerpania. W sumie ciężko zrozumieć skąd ten pomysł, zwłaszcza że w sytuacji, gdy pominiemy zebranie desantu, to za chwilę z dużym prawdopodobieństwem stracimy życie (a na pewno je stracimy w pierwszych dwóch misjach, gdyż nigdy nie wystarczy nam paliwa, aby dolecieć do kolejnego zrzutu). Ciekawe, że w pierwszych wersjach demo ta mechanika działała inaczej oraz było więcej rodzajów desantu, których na próżno szukać w finalnej wersji. Kolejna kwestia to etapy bombardowania celów naziemnych... których nawet nie musimy niszczyć, gdyż wystarczy tylko przelecieć przez te etapy unikając wrogich nalotów (nie można jednocześnie strzelać i zrzucać bomb). Dlaczego nie ma licznika celów niezbędnych do zniszczenia? Mogłoby to być dobrym elementem stopniowania poziomu trudności, który w grze również nie występuje. Następna pozycja na mojej liście to punktacja. Gdyby zbierane punkty miały jeszcze na coś przełożenie (na przykład dodatkowe życie), to można byłoby to zrozumieć, ale nic takiego w grze nie występuje. Zbieramy punkty tylko po to, aby wpisać się do tabeli najlepszych, która i tak nawet nie jest zapisywana na dysk. Tym samym więc można zadać pytanie, w jakim celu powstały etapy bonusowe, skoro to, co się w nich zbiera (oprócz balonów z dodatkowymi życiami), nie ma praktycznie żadnego większego sensu (i jeszcze w przypadku niektórych balonów słyszymy wypowiadaną inną liczbę niż faktycznie dostajemy punktów). Na koniec wyliczanki nadmienię jeszcze sprawę resetującego się licznika żyć na początku każdej misji - bez znaczenia, ile nam pozostało po misji poprzedniej, każdą kolejną rozpoczynamy zawsze z trzema. Być może autor zdał sobie sprawę, że w ogólnym rozrachunku gra jest stosunkowo łatwa i w pewnych momentach można mieć nawet sześć żyć, więc znalazł sposób na jej "utrudnienie".
Mimo tych wszystkich niedogodności, "Wings of Fear" to przykład ciekawszej produkcji przygotowanej przy wykorzystaniu silnika Scorpion, w którą można zagrać i nawet dobrze się bawić. Tytuł nie odstrasza grafiką (choć też nie zachwyca) ani nie zapewnia sztywnej rozgrywki. Widać, że autor starał się zadbać o estetykę tytułu (dużo animowanych detali podczas rozgrywki) oraz próbował go urozmaicić o różne mechaniki, niemniej zabrakło głębszego przemyślenia oraz przetestowania niektórych rozwiązań, co sprawia, że jest to kolejna pozycja ostatnich czasów, która ma to coś (i jest tego całkiem sporo), ale zabrakło czegoś innego. Grę w miarę szybko ukończymy, choć na pewno nie za pierwszym razem. Ogromnym plusem jest to, że autor za wszelką cenę nie starał się upchać gry na jedną dyskietkę i nie mierzył się z tym, aby działała na A500 z 1 MB pamięci (choć na wczesnym etapie prac były przymiarki do wersji OCS/ECS). Silnik Scorpion już wiele razy pokazał, że bardziej złożone tytuły nie będą działały w takich warunkach. Po rozwoju tej gry widać, z jakimi ograniczeniami się mierzono, aby zaoferować w miarę ciekawą oprawę i osiągnąć płynną rozgrywkę na w miarę sensownej konfiguracji. Tytuł polecam, gdyż na pewno wyróżnia się na tle innych pozycji, które w ostatnim czasie powstają. Niemniej wciąż nie jest to rzecz, która Was bardzo mocno zachwyci i pochłonie na długie godziny.
Autorem gry jest Roar Tjorhom, któremu pomagali wyłącznie kwestii dźwiękowej Marton Imre Gaspar (Reynolds) oraz wspomniany już Curt Cool (czyli Frank Ewil Larsen). Gra jest dostępna za darmo, choć można autorowi przekazać dowolną kwotę, jeżeli chcemy docenić trud oraz wynagrodzić czas poświęcony na jej przygotowanie. Minimalne wymagania to chipset AGA oraz 2 MB pamięci Fast, choć zalecane są 4 MB, aby utrzymać płynną rozgrywkę bez spowolnień. Gra dystrybuowana jest w kilku wersjach: do uruchomienia z dysku twardego lub przy wykorzystaniu WHDLoad. Istnieje również obraz ISO stworzony z myślą o CD32.
| Wings of Fear - Roar Tjorhom 2025-2026 | ||||
| 65 | tylko HD lub 1 CD | |||
| 80 | AGA, 2 MB Fast | |||
| 70 | https://roartj.itch.io/wings-of-fear | |||