bo kto przygotowuje w kodzie/grafice haki na szefa?
Tu się zgodzę, nie było to fajne posunięcie. Trochę gościa rozumiem, że był zdesperowany, wspomnienia były spisywane niemal "na gorąco", ale sam bym się na taki krok nie zdecydował.
Ale brak rejestracji LhA ze strony Aleksandra to też była przesada.
Myślę, że prawda gdzieś tam leży po środku. Tak czy inaczej, gdy projekt staje się pracą to niestety kończy się przyjemność, pasja, frajda, a pieniądze zaczynają wszystko psuć.
Odnośnie sprzętu to uderzył mnie jeszcze jeden szczegół. Nie zostali wyposażeni w sensowny sprzęt, ale... to byli Amigowcy, musieli mieć jakię swoje Amigi. Zastanawiam się jak wyglądały te ich prywatne Amigi? Ja bym po prostu używał swojej Amigi gdybym w pracy musiał się katować na 020+Fast, a później MTec 030/28. W Polsce w tym okresie Eureka sprzedawała karty MTec 030/28 jako raczej niskobudżetowe rozwiązanie dla mniej zamożnych.
Bardzo możliwe, że ja mam trochę skopany punkt widzenia. Dla mnie ta Amiga była całym życiem i pchałem w nią absolutnie wszystko co tylko mogłem żeby nie zdechnąć. Każdy, najdrobniejszy grosz był odkładany na coś do Amigi. Często nawet nie wiedziałem jeszcze dokładnie na co, ale lista była tak długa, że nie było szans żeby kiedykolwiek się skończyła.

Do tego wraz z bratem zawsze woleliśmy mieć jedną lepiej rozbudowaną Amigę niż dwie słabsze konfiguracje. Gdy tak sobie teraz myślę, to w latach 1990-2002 nawet przez sekundę nie przeszło mi przez myśl żeby kupić sobie COKOLWIEK, choćby nadrobniejszą rzecz, która nie jest związana początkowo z Atari XL/XE, a od 1994 z Amigą.

Byłem bardzo zaślepiony i podświadomie wydawało mi się, że każdy krzyczący "Amiga rulez" postępuje tak samo.

Po latach okazało się, że to tak zwykle nie wyglądało i dla wielu osób to była przejściowa zabawka.