Kto wie, moze uzywane Amigi to bedzie taka lepsza lokata niz zloto, czyli taki dodatek do emerytury.
Raczej już były.
Spodziewam się, że będzie podobnie jak z rynkiem samochodów retro.
Otóż mniej, czy bardziej popularne modele sprzed 25-40 lat, czasami nieosiągalne marzenie dzieciństwa, czy młodości, czasami tamtejsza codzienność, dla pokolenia 40-60 latków stają się próbą przywrócenia tamtych beztroskich (jak je zazwyczaj pamiętamy) czasów. Pokolenie to zazwyczaj ma już lepsze zarobki, popłaciło kredyty, odchowało dzieci, a teraz zmaga się dodatkowo z kryzysem wieku średniego. Więc popyt przy ograniczonej podaży generuje silny wzrost cen. A potem pokolenie to powoli zaczyna chorować, z czasem wymierać, a pokolenie ich dzieci widzi te "skarby" czym są w rzeczywistości - rzadko zabytkiem, częściej nikomu niepotrzebnym, zawadzającym śmieciem. I prawdziwe białe kruki i perełki niekiedy jeszcze zyskają na wartości, zdecydowana zaś większość trafia ostatecznie na szrot. I ceny gwałtowanie spadają.
Pisałem to o retrosamochodach, bo od kilkudziesięciu lat ten cykl się powtarza dla kolejnych generacji, i jestem przekonany, że w przypadku retrokomputerów sytuacja się powtórzy 1:1.
I podobnie jak w przypadku retrosamochodów, gdzie znawca mógł za grosze wykupić to, co za kilkanaście lat stało się poszukiwane przez kolekcjonerów i wielokrotnie podrożało, tak z końcem lat 90 i początkiem 2000 można było skupować Amigi, Atari, czy inne tym podobne graty. A500 za 50 zł, A1200 za 150 zł, A4000 za 500 zł (dokładnie za tyle kupiłem w 2000 roku).
Kto wtedy kupił z myślą o skitraniu na ponad 20 lat i późniejszej sprzedaży (być może tacy byli), ten zainwestował lepiej niż w złoto.
Ale teraz, to raczej już nie. No chyba, że ktoś wierzy w dalszy dynamiczny wzrost cen, to niech próbuje. Moim zdaniem doszliśmy do szczytu górki.