[#1] Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę
-----------------
Technological Death
czyli
14 000 znaków o tym, co zabiło Amigę.
-----------------



Top Secret 6. Sierpień - Wrzesień 1991.
Gdzieś w środku można było natknąć się na opis amerykańskiego pisma “PC Games”.
Przy okazji recenzji magazynu redaktor Lavender Blue, barwnie tłumaczył gamingowy potencjał Pecetów, wymownie kończąc artykuł:
“Miejmy nadzieję, że już za kilka lat IBM stanie się dominantem na naszym rynku. Reinkarnacja jaką przeszedł dowodzi, że nie ma na razie równego sobie konkurenta na Świecie”
Gdy ówcześnie zetknąłem się z tym tekstem, pukałem się wymownie po czole.
“Jaka dominacja? Przecież pecet z SB brzmi niewiele lepiej od STka, VGA kłuje oczy pikselami wielkości cegieł budowlanych a coś scrolling ma gorszy niż Amstrad / Spectrum?
Wing Commander szokuje ale to przecież zaraz będzie na Amidze w znacznie lepszej wersji!”
Przez pewien czas traktowałem ten wpis, jako piękny przykład “Pecetowego zaślepienia”, który dość wyraźnie eksponowano - już wtedy - na łamach polskiej prasy komputerowej.


Bardzo krótki czas, swoją drogą.
-----------------
Amiga Power!
-----------------
Pierwszy kontakt z Amigą wywołał we mnie niesamowity szok. Czegoś takiego nie tylko nie widziałem - nie byłem gotów na taką zajebistość w drugiej połowie ejtisów. Sprzęt olśniewał wszystkim. Amigowy Defender of the Crown momentalnie zrujnował wspaniałości wszystkich innych komputerów…
Tym co intrygowało mnie szczególnie - wtedy - była “banalna” stacja dysków.
Jasne - była ona standardem także innych 16bitowców, pecetów, ale jako dzieciak, w 1987 roku, mój kontakt z komputerami ograniczał się do różnych 8bitowych modeli.
Komputerów, które z reguły korzystały z magnetofonów.
Stacje dysków były tak rzadkie, jak drogie - ich cena znacząco przekraczała koszt samego komputera.
A tu Amiga ma ją wbudowaną. Wszystko pięknie śmiga - wkładasz dyskietkę do stacji i bach - gra natychmiast się wczytuje. Bez zbędnych komend -wkładasz do stacji, czekasz kilka chwil i grasz!
Coś pięknego!
Kiedy w końcu doczekałem się własnej Amigi, fascynacji sprzętem nie było końca.
Grałem we wszystko, każdy pieniądz przeznaczałem na zakup gier, dyskietek.
Dwa lata wspaniałej zabawy!
Przez ten czas trochę ją rozbudowałem - rozszerzenie 0,5MB zmieniłem z czasem na 1,8 MB, miałem drugą stację oraz 20MB HDD. (Dorobiłem się także ATka, który był właściwie sprzętem do ogrywania Wing Commanderów…)
Ubóstwiałem ją, była dla mnie literalnie królową gier video, której nic nie było w stanie zrzucić z tego piedestału.
Jasne, jakiś tam kontakt z PC-Engine, domowym Neo-Geo czy Mega Drive robił na mnie kolosalne wrażenie ale były to sprzęty marzeń, ówcześnie - głównie ze względu na koszt gier- zupełnie nieosiągalne.
-----------------
Power Play
-----------------
Przez cały ten okres zaczytywałem się w komputerowej prasie. Obok polskich magazynów, do moich rąk regularnie trafiały niemieckojęzyczne czasopisma. Power Play, Amiga Joker, Amiga Magazin, ASM.
Uwielbiałem je - szczególnie (co dość często podkreślam) “Power Play”.
W zasadzie to pismo budowało moje zainteresowanie grami video.
To tam mogłem stykać się co miesiąc z recenzjami gier tak na Amigę, Pecety jak na wszelkiego rodzaju (także importowane bezpośrednio z Japonii) konsole.
Z wszech miar wspaniałe wydawnictwo, które jako pierwsze, dość wyraźnie zachwiało moją wiarą w Amigę.
-----------------
“Wiedzieć zbyt wiele to niebezpieczna i zaraźliwa choroba”.
-----------------
Z wszystkich materiałów prasowych, najbardziej interesowały mnie sprawozdania z targów gier video - szczególnie te z wizyt na amerykańskich CES, brytyjskim ECTS.
Te bezceremonialnie rozprawiały się z moją wizją totalnej, światowej, hegemonii Amigi.
O ile do 1991 roku Amiga miała się czym chwalić, była - obok peceta - w centrum uwagi komputerowych twórców, tak z nadejściem roku 1992 wszystko się zmieniło.
Amerykanie, jednogłośnie, przestawili się na tworzenie gier komputerowych dla Pecetów, czasami konwertując je dla Macintosha bądź Amigi.
“Koniec Amigi w 1992 roku? Co to za brednie!”
Oczywiście - w Europie, szczególnie w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji, Amiga nadal królowała. Nic dziwnego, że większość najlepszych gier tam właśnie powstawała.
Produkcje Bitmap Bros, Sensible Soft, Factor 5, Blue Byte, Bullfrog, Psygnosis, Delphine często były prawdziwymi “killer app”, grami dla których warto było Amigi posiadać.
Co interesujące - można wykazać krytyczną, wspólną cechę gier, które tworzone były z myślą o Amidze (bądź ST).
Niezależnie od gatunku, jaki sobą reprezentowały - dane gier nie powinny były przekraczać pojemności 4 dyskietek (choć wyjątki były) a najlepiej gdyby mieściły się na dwóch, maksymalnie trzech dyskietkach.
Można by pokusić się o stwierdzenie, iż “(maksymalnie) 3,52MB danych powinno wystarczyć każdej grze!”
-----------------
Przeklęte MF-2DD
-----------------
Dlaczego?
Powodów było kilka. Głównym - ekonomia
Im więcej dyskietek -większy koszt produkcji, większe prawdopodobieństwo zwrotu, reklamacji z powodu niedziałającej dyskietki
Nie mniej istotne było samo doświadczenie kontaktu z grą, które od ilości dyskietek było znacząco uzależnione.
Amigi - w odniesieniu do gier komputerowych - wybitnie kiepsko radziły sobie z dyskami twardymi.
Było to akcesorium drogie i wybitnie niepopularne wśród grającej części jej użytkowników.
Nie bez powodu.
Większość Amigowych gier (publikowanych do 1993 roku) w zasadzie nie umożliwiała jego wykorzystywania!
Korzystały one, w 90%+, z niesystemowych formatów zapisu dyskietek.
Próbując sprawdzić zawartość tego co na dyskietkach można było spotkać się, z nader częstym u amigowców, opisem “Ndos”, uniemożliwiają zapoznanie się z zawartością tak zapisanych dyskietek.
Z jednej strony była to forma walki z nagminnym piractwem, z drugiej możliwość efektywniejszego wykorzystania pojemności dyskietek.
Koniec końców - tworząc gry z myślą o Amidze / ST, robiono je tak by korzystały wyłącznie ze stacji dysków. Niejednokrotnie - wyłącznie z tej wbudowanej. (Serio - szokujące jest jak wiele Amigowych gier w ogóle nie wykorzystuje dodatkowych stacji dyskietek. Obojętnie, ile byś ich nie podpiął, bardzo często korzystać można wyłącznie z tej wbudowanej!)
Zupełnie inaczej wyglądało to w USA
Kraj konsol i Pecetów, światowe centrum rozwoju elektronicznej rozrywki. Od zawsze.
Szczególnie od 1991 roku.
To właśnie wtedy wydano gry, które za nic miały “europejski parytet danych”, “Amigowe granie”.
Space Quest IV, Larry 5, Kings Quest 5, The Adventures of Willy Beamish i, przede wszystkim, Wing Commander 2.
Gry obszerne, wykorzystujące dobrodziejstwo oferowane przez dyski twarde.m Gry, które bez niego nie miały racji bytu. Gry, które wyceniano na niebagatelne 79,99 USD (dzisiejsze 170$ czyli jakieś 740 zł)
“Zaraz, zaraz! Przecież gry Sierry miały wersje na Amigę! Taki Willy na Amidze jest świetny!”
Tak. Amerykańskie gry komputerowe, gdy były konwertowane na Amigi, korzystały z HDD.
Niestety, ze względu na niepopularność tego rozwiązania wśród amigowców, tworzono je tak by funkcjonowały także bezpośrednio z dyskietek.
O ile gry LucasArts jakoś sobie z tym radziły (MI, MI2 to niezłe konwersje, podobnie jak Willy Beamish, Dynamix) tak gry z głównego nurtu Sierry (Larry, KQ, SQ, PQ etc) były koszmarne.
Ograniczone wizualnie, ograbione z muzyki, tworzone jak najniższym kosztem tylko po to by mogły mieścić się na ograniczonej (i tak niemałej) liczbie dyskietek.
Generalnie - amigowe konwersje największych amerykańskich gier (gdy takie powstawały), po roku 1991, raptem w niewielkim stopniu przypominały swe pierwowzory.
1991 rok zwiastował nową erę gier komputerowych.
Czasy gier zrywających z ograniczeniami, sięgających po nowe środki wyrazu i ekspresji.
-----------------
Rok później
-----------------
Miałem w Amidze HDD, miałem 2,3MB Ram, miałem sporo świetnych gier ale coraz chętniej spoglądałem w kierunku PC.
Tak jak nie cierpiałem pikseli VGA, jak nie znosiłem dźwięku OPL-3, tak fascynowało mnie to, czego dostarczali Amerykanie.
“Leather Godesses of Phobos 2 uwodził nastoletniego mnie, swoim digitalizowanym dźwiękiem i pikantną konwencją, “Amazon Guardians of Eden” urzekał przygodą a Ultima Underwold dosłownie wszystkim.
“Kurde bele! Chciałbym w to zagrać, w Alone in the Dark na Amidze! Dałoby radę - taki Alone “jakoś sobie radzi” na moim ATku.” (**)
Spoglądając w kierunku peceta, nie wyzbyłem się, ciągle głęboko tkwiącej we mnie, pielęgnowanej latami, “Amigowości”.
Na tyle, że gdy tylko pokazały się informacje o listopadowej premierze A1200, sprzedałem pięćsetkę, przekazałem kasę kuzynowi, by ten na frankfurckich targach “World of commodore” mi ją kupił.



W Grudniu 1992 roku zakup do mnie dotarł. Amiga 1200 z dyskiem 80 MB.
Komplet za jakieś 1500 DM. Koszt odpowiadający, ówcześnie, pecetowi 386 DX / 40Mhz z 4MB Ram i 100MB HDD.








“SUPER! W końcu Amiga, która zmiecie Peceta z powierzchni ziemi”
-----------------
Amiga 1200 czyli najgorszy zakup #EVER
-----------------
Liczyłem, że wraz z premierą Amigi 1200, zmieni się nastawienie twórców do marki. Oczyma wyobraźni widziałem zalew “pecetowych” gier, zmierzających w kierunku komputera Commodore.
Pełen nadziei wyczekiwałem raportów z targów CES 1993 roku.
Och, ależ było moje zdziwienie, gdy zamiast informacji o konwersjach najgorętszych gier na Amigę, otrzymywałem wieści o zakończeniu produkcji gier na ten komputer przez wielu wydawców.
“Nie opłaca się tworzyć gier na Amigę. W USA ten komputera zniknął z rynku konsumenckiego, w Europie, poza Anglią i Niemcami, nie sposób sprzedać amigowych gier.
Koszt produkcji jest zbyt wielki - konwersje wymagałyby przygotowania gier na kilkunastu dyskietkach. W przypadku sprzedaży tytułu, w Europie, na poziomie - maksymalnie - kilku tysięcy egzemplarzy, takie przedsięwzięcie jest zupełnie nieopłacalne”
Powyższy przekaz odbijał się echem przez cały 1993 rok. Niemalże co miesiąc można było zetknąć się z podobną wypowiedzią przedstawiciela jakiegoś z największych wydawców.
Amiga przestała się liczyć ze względu na swe ograniczenia.
Nie te związane z ilością dostępnej pamięci RAM, ilością MHz - ze względu na ograniczenia związane z ilością danych, wymogiem działania gry z dyskietek.
Zabawne - do 1994 roku powstała jedna gra, która wymagała dysku twardego do działąnia.
“Hare Rising Havoc”. Gra, względem której rozbudowałem swoją A500 o dysk twardy (wspominałem o tym zresztą, jakiś czas temu)
Oczywiście, przyczyn upadku Amigi było sporo.
Piractwo, (ściśle związane z “amigową kulturą” - komputer trafiał najczęściej do młodzieży, często nie zarabiających, młodych pasjonatów komputerów), było jednym z najistotniejszych, oczywistych, czynników aczkolwiek nie jedynym.
Pomimo piractwa, szczególnie w latach 91-92, gdy rozrywkowe pecety dopiero zdobywały w Europie popularność, amigowe gry sprzedawały się całkiem nieźle.
Jednak nie na tyle, by inwestować znaczne pieniądze w wydania gier.
Pudełko z grą na dwóch, trzech dyskietkach, jest znacznie tańsze w produkcji od gry na 11 dyskach.
O ile, w przypadku konsol, koszta produkcji gier były wyższe, to znacznie lepsza sprzedaż (rynek) pozwalała na takie przedsięwzięcia.
W USA, Europie, już wtedy genialnie działał rynek gier używanych, więc koszt związany z zakupem gier nie musiał być tak dotkliwy (jednorazowy)jak w przypadku gier komputerowych, wśród których rynek wtórny się w zasadzie, nie wykształcił.
Koszty produkcji gier Pecetowych? Nieistotne.
Te gry sprzedawały się, zarabiały na siebie w USA, ich sprzedaż w Europie - odwrotnie do rynku amigowego - była drugorzędna, w zasadzie bez znaczenia.
Rynek gier komputerowych, pod względem klienteli, znacząco różnił się od swojego europejskiego odpowiednika - gry komputerowe były domeną świadomych pasjonatów tej dziedziny kultury, szukających “poważniejszej” rozrywki.
Między innymi z tego względu, nie zwracano uwagi na ilość danych, jakiej wymagać może dana gra.
Miały łamać wszelkie ograniczenia, pozwolić na upust kreatywności twórców.
To czy będzie wymagać 5 czy 10-ciu dyskietek, czy zajmować 20/30 MB na HDD, nie miało znaczenia.
Ba - wręcz im więcej tym lepiej!
Przecież gra i tak będzie uruchamiana z dysku twardego.




Kto wie, jak potoczyłyby się losy Amigi gdyby HDD było w niej równie popularne, jak w pecetach.
Z takim akcesorium, koszt posiadania wzrósłby znacząco (praktycznie - dwukrotnie), ograniczając dostęp do sprzętu sporej grupie użytkowników.
Gdyby jednak wyposażyć Amigi w gęste stacje dysków, sprawa mogłaby wyglądac inaczej.
Dyskietki te, nie tylko znacząco ograniczyłyby koszty związane z produkcją gier - ich efektywność znacząco odbiłaby się na czerpanym doświadczeniu!
Dyskietki MF-2HD, poza dwukrotnie większą pojemnością (1,76 MB w przypadku Amig), nie oferowały – paradoksalnie -dwukrotnie lepszego transferu danych.
Gry wczytywałyby się tak samo ale zwiększona pojemność na dane, większe możliwości, „brak potrzeby dublowania danych na dyskietkch”, ekonomia i znaczące ograniczenie uciążliwości związanej z „wachlowaniem dyskietkami” , zmieniłoby wiele.
W zasadzie – wszystko.
O czym tu pisać - granie w Monkey Island 2 na 5 dyskietkach byłoby marzeniem każdego, kto zetknął się z amigową edycją, posiadając wyłącznie wewnętrzny napęd.
Wachlowanie 11 dyskami potrafiło zniszczyć tę genialną grę!
Ograniczając dostęp do stacji HD, wyłącznie do “dużych Amig” (od A3000 debiutującej w 1990 roku) - wg mnie - znacząco podciął skrzydła konsumenckim Amigom (500+, 600, 1200).
Szczególnie bolesne, bo w zasadzie koszt montażu, zakupu takich stacji dla Commodore był podobny (różnica kilku dolarów)
-----------------
Wiosna 1994 roku
-----------------
Nie pamiętam, czy to był Marzec, czy Kwiecień - w końcu po kilkunastu miesiącach “trwania” przy Amidze 1200, pozbyłem się jej.
Zrobiłem to co powinienem był zrobić znacznie wcześniej - zebrałem kasę i kupiłem 486 DX2, z Local Busem, GUSem.
I ciąłem bez opamiętania w Tie Fightera, Dooma czy innego Syndicate.
Nie macie pojęcia jaki byłem szczęśliwy pozbywając się “tysiącdwusetki”!
Kamień z serca, kurde bele!

tl;dr - Lavender Blue miał rację.


*Szczególnie widoczny jest brak zaangażowania Sierry, przy produkcji amigowych konwersji, na przykładzie King’s Quest VI. Amigowa wersja, stworzona została przez brytyjskie Revolution Software Ltd., jest nie tylko najlepiej przygotowaną grą Sierry, dla tego komputera - jest jedną z najlepiej wykonanych, amigowych, przygodówek.
** Jakiś czas później wydano AitD w wersji dla Macintosha. Pod Shapeshifterem, nawet na niespecjalnie rozbudowanej Amidze 1200 (4MB Fas, hdd) , można było “jakoś się tym bawić”.

(P.S. Ten tekst to wpis, jaki w pażdzierniku 2023 roku zamieściłem na "stronienikogo")
18
[#2] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

Fajnie się to czyta
1
[#3] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

W przypadku sprzedaży tytułu, w Europie, na poziomie - maksymalnie - kilku tysięcy egzemplarzy, takie przedsięwzięcie jest zupełnie nieopłacalne”


To chyba delikatna przesada, skoro dobre gry jak np. Cannon Fodder w 1993 roku potrafił się sprzedać w 100k+ egzemplarzy tylko w wersji na Amigę. Więc coś tutaj jest nieteges z szacunkami.
[#4] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@Hellena, post #3

Niestety - to nie przesada.
Fakt - nieliczne gry potrafiły się nieźle sorzedać.
Ale to były pojedyńcze tytuły.
Większość amigowych gier, w 93 roku, miała światową sprzedaż na poziomie mniejszym niż 10000 egzemplarzy.
Znakomita większość.
(Dla zabawy - sprawdź historię, losy i sprzedaż jednej z najlepszych gier tego roku - Lionheart. I to, niestety, nie jest "jednostkowy" przypadek)

Ostatnia aktualizacja: 20.02.2026 22:15:21 przez michalmarek77
[#5] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@Hellena, post #3

Racja. Z doświadczenia w lokalnym handlu wiem, że gra sprzedawała się wyśmienicie. X-Copy był rozgrzany do czerwoności.
2
[#6] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1


W Grudniu 1992 roku zakup do mnie dotarł. Amiga 1200 z dyskiem 80 MB.
Komplet za jakieś 1500 DM. Koszt odpowiadający, ówcześnie, pecetowi 386 DX / 40Mhz z 4MB Ram i 100MB HDD.


Też wolałbym 386. W Polsce PCty były trochę droższe w tamtym czasie niż w DE. Dopiero rynek wtórny i giełdowi importerzy obniżyli ceny na rodzimym rynku.

Amiga w tamtym czasie sprawdzała się świetnie jako tani komputer do grania i może czegoś więcej. Mam tu na myśli A500 A500+, A600. Początek lat 90tych to czas przemian w Polsce i dla wielu ciężkich czasów. Dla nastolatka czy rodziny ze średnimi perspektywami zakup A500 był obciążeniem domowego budżetu. PCet za kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów był nieosiągalny, lub wiązał się z ratami jak na auto. Wybrańcy mający rodzinę na "zachodzie" mieli lepsze perspektywy i mogli więcej marudzić. Tak A1200 była kiepska w dniu premiery. Tak, PCet wygrał i nawet jako fan Amigi muszę przyznać, że wolałbym wtedy 386 od A1200. Dla kogoś kto nie miał wtedy na PCta A500 była świetnym komputerem do nadrobienia zaległości. Trzeba brać pod uwagę, że dla wielu Amiga była pierwszym lub drugim komputerem(po 8 bitowcu) po 94r. Nie miała możliwości 486, ale była dobra na start. Później ceny PCtów spadły drastycznie i sens ekonomiczny znikał.
2
[#7] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

A potem przyszedł PSX i reszta tych dla których Amiga była "konsolą na dyskietki" zmieniła platformę.
3
[#8] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

Fajnie napisany tekst, dobrze się czyta. OK
Nie ze wszystkimi wnioskami się zgadzam, ale doceniam przedstawioną perspektywę i szeroiie własne doświadczenie.ok, racja
2
[#9] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

Fajnie napisany tekst, ale nie ze wszystkimi wnioskami się zgadzam - podobnie jak BULI.

Za równowartość kasy wydanej w tamtym czasie na PC można było mieć naprawdę mocną Amigę, problemem było postrzeganie Amigi przez tych co finansowali tę zabawę czyli rodziców - oni w pracy mieli PC-ty a nie Amigi i Amigi traktowali jako cyfrowe zabawki. Już kiedyś na forum pisałem o tum szerzej. Wystarczy porozmawiać z ludźmi zajmujących się w latach 90 wideofilmowaniem jaki mieli sprzęt - otóż mieli Amigi z kartami turbo i genlockiem, były to woły robocze dla tej branży, podobnie w kablówkach, Amiga ze Scalą rządziła.
Ja miałem to szczęście, że moi rodzice widzieli to inaczej ale w większości rodzice znajomych traktowali Amigi czy Atari jako zabawki, jaki był sens dokładania dużych pieniędzy tylko po to aby wgrać gry na dysk twardy aby nie machlować dyskietkami.
Z tym piractwem też bym nie przesadzał bo czy to była Amiga czy PC to piracono wszystko jak leciało.
A ja tak jak pisałem już kiedyś miałem dobrze dopaloną A1200 i ona dawała radę ze wszystkim do czasu pojawienia się Half-Lifa, wtedy dopiero zakupiłem pieca nie pozbywając się Amigi, jest ona ze mną i to nie jedna aż do dzisiaj co mnie bardzo cieszy.
Ja osobiście uważam, że Amiga czy też Atari jak i inne klasyki ciągle żyją i mają się dobrze a blaszaki, tego było tyle, że niech ktoś mi powie, że dalej trzyma swojego pierwszego pieca w piwnicy czy na strychu.

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2026 18:36:04 przez KAN2000
4
[#10] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@KAN2000, post #9

Niestety. Amigowe (w zasadzie - europejskie piractwo na komputerach domowych) piracenie to temat głęboki, który w zasadzie nigdzie nie jest zasadnie przedstawiany. A przez amigowców tak chętnie deprecjonowany, chowany pod dywan.

Dlaczego piracenie nie było problemem w przypadku PC, w jakimś stopniu zaznaczyłem w tekście.
Gry komputerowe w USA były skierowane do entuzjastów, precyzyjnie miały one określonych odbiorców, którzy dużo chętniej płacili za soft na swoje komputery niż w Europie - choćby ze względów ekonomiczno-demograficznych. (Temat jest oczywiście dużo głębszy i jego przedstawienie to materiał na kilka grubych artykułów)
W Europie komputery domowe to domena młodych ludzi, często niezarabiających, uzależnionych od rodziców.
Nic dziwnego, ze piractwo (m.in, za sprawą scenowej "komuny") było tak popularne wśród użytkowników tych komputerów.
"Ale przecież, na 8bitach było tez piractwo"
Owszem, ale gry 8biotowe -np w UK - kosztowały kilka funtów. Rynek była zalany grami sprzedawanymi w sklepach za "funciaka", pod koniec lat 80tych, magazyny poświęcane tym komputerom, dodawały gry na kasetach do pism. Pełniaki za grosze.
16 bitowce?
Koszt gier był znacząco większy. Gry - w swych pierwotnych wydaniach - były drogie.
W stosunku do samego sprzętu - wręcz koszmarnie drogie (Amigi - po 91 roku były ekstremalnie przystępne cenowo, w porównaniu z PC a koszt gier podobny,. Gdy ktoś wydawał 2000+ DM na komputer, raczej prędzej kupił grę za 120 DM, niż ktoś kto kupował komputer za 500DM i musiał wydać na grę tę samą kwotę)
Ekstremalnie drogie dla młodzieży, która była głównym targetem Amigi w Europie.
Tak było wszędzie. W Niemczech, UK, Polsce...
Amigowcy płacili za Hardware. Kupowali go bo "software przecież mamy za free".
To nie metafora.
Tak było.
U każdego z nas.
Owszem, oryginały za zachodzie Europy "jakoś" się sprzedawały ale gry, które sprzedały się świetnie (w przypadku Amigi), a były pozbawione wszelkich "dodatkowych" akcji promocyjnych (np - bundle ze sprzętem, budżetowe reedycje, sprzedawane w zestawach z innymi grami) można policzyć na palcach jednej ręki.
To nie gdybanie.

Niestety - to fakty.



Ostatnia aktualizacja: 21.02.2026 19:00:41 przez michalmarek77
1
[#11] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #10

Oczywiście, że temat piracenia to temat rzeka - u nas było to czymś normalnym a ceny oryginałów były jak na nasze realia oderwane od rzeczywistości. Zresztą co tu dużo szukać - obecnie oryginalna płyty z muzyką to ok 50 PLN tyle samo ta płyta kosztowała w latach 90 gdzie wartość nabywcza pieniądza była zupełnie inna. U nas nawet po wprowadzeniu ustawy o prawach autorskich jeszcze długo działało piractwo.
2
[#12] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@KAN2000, post #11

Owszem.
Co jest istotne w stosunku do wpisu, jaki tu zamieściłem.
Amigowe piractwo występowało w całej Europie na poziomie, który znamy z własnego podwórka.
Ono było, historycznie, bezprecedensowe.

(To, że znacząco podcięło rynkowy status Amigi, jest oczywiste. Piractwo miało jednak drugą stronę medalu - znacznej grupie młodych osób przedstawiło możliwości / potencjał komputerów. Piractwo + Amiga = Inkubator kreatywności. Marzeń. Amiga z "darmowym" dobrodziejstwem software'u, zmieniła życie niezliczonej rzeszy osób. Stworzyła kręgosłup dzisiejszego, europejskiego, game dev-u. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że tak jak piractwo było głównym gwoździem trumny Amigi, tak było kreatorem przyszłości. I to, w zasadzie, także jest temat na gruby artykuł. Jeśli nie książkę:) )
3
[#13] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@KAN2000, post #11

Problemem była także dystrybucja. Zamawianie korespondencyjne. Jak dyskietka niesprawna to co? Odsyłać i znowu czekać?

Nie pamiętam amigowych gier w sklepie. Pamiętam za to lokal w mieście, gdzie w ciemnym pokoju za 1.5zł można było nagrać jedną dyskietkę. Katalog gier był obszerny od ręki. Jak nie działało reklamacja zajmowała 3 minuty z czego połowa tego czasu to nagranie na nowo

Nie całe piractwo to też strata dla twórcy gry. Większość grających w piraty by oryginałów i tak nie kupiła. W Niemczech piractwo miało taką samą skalę jak w Polsce. Mam kilka tysięcy dyskietek z DE i jedyne oryginalne to Workbench, X-copy i jakieś użytkowe programy.


W czasach świetności Amigi miałem jakieś 300+ dyskietek. Cena zakupu takiej ilości czystych dyskietek równała się wtedy wartości A500 czy A600. Czy jako nastolatek kupiłbym wtedy grę za 100zł? Nie.

Rynek amigowego softu się kurczył, bo kurczył się rynek zbytu. Wydanie gry z mniejszą ilością odbiorców wiązała się albo z mniejszym zarobkiem, albo wyższą ceną jednostkową. Przestało się to spinać ekonomicznie. Dreszczyk emocji czy dyskietka nagra się z VBS prawidłowo też jest dzisiaj nie do podrobienia

tego było tyle, że niech ktoś mi powie, że dalej trzyma swojego pierwszego pieca w piwnicy czy na strychu.

Ja mam swojego pierwszego pieca.... No może nie pierwszego w życiu, ale takiego kupionego za własne pieniądze.

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2026 21:32:30 przez snifferman
[#14] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

Z przyjemnością przeczytałem. Fajnie było kupić pierwszą amigę po C64. Potem tylko kwestią czasu był zakup pc. Każdy etap miło wspominam, a po latach odkryłem co amiga straciła przez brak dysku twardego gdy dla zabawy instalowałem workbencha na WinUae... Co do Amigi 1200 mam podobne wrażenie. Zmarnowany potencjał i oddana społeczność, która ratowała sytuację to niestety za mało by przetrwać. Miałem kolegę w LO, który został i rozbudowywał A1200, a ja w tym czasie trochę czułem nostalgię do jego komputera... ale w domu w tym czasie gdy odpalałem Settlers 2 i C&C to jakoś mi przechodziło
Amiga miała i dalej ma swój klimat, ale w latach 90 było chyba największe szaleństwo komputerowe. To co wtedy przeżylismy było niesamowite. Od postaci składających się z kilku pikseli do silnika od Q3.


Ostatnia aktualizacja: 21.02.2026 21:39:51 przez WojosRetro

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2026 21:43:40 przez WojosRetro
2
[#15] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@snifferman, post #13

Nie całe piractwo to też strata dla twórcy gry. Większość grających w piraty by oryginałów i tak nie kupiła.


O. To jest bardzo interesujące, prawdziwe zdanie.
Znaczna część posiadaczy Amigi kupowała ten komputer z pełną świadomością, że nigdy nie kupi oryginału.

Zobacz, w Niemczech sprzedano 1 000 000 + Amigi 500 (inne Amigi, to poza Amigą 1200 którą osiągnęła liczbę 100 000+ egzemplarzy, są w zasadzie pomijalne)

To sprzedaż na przestrzeni kilku lat (od 1987 roku do 1992 roku). Część użytkowników opuściła Amigę, cześć (znaczną, powiedzmy 150 000 +, wyeksportowano).

Powiedzmy, że w 1992 roku, najlepszym dla Amigi, użytkowników tego komputera w Niemczech było 650 000.

A średnia sprzedaż najlepszych amigowych gier (za wyjątkiem tych "Niemieckich" - te sprzedawały się znacznie lepiej) nie przekraczała 10 000 egzemplarzy.

W Niemczech.

Ratio 1 do 65.

Rynkowa zgroza. Kompletna abberacja.
1
[#16] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #15

O. To jest bardzo interesujące, prawdziwe zdanie.
Znaczna część posiadaczy Amigi kupowała ten komputer z pełną świadomością, że nigdy nie kupi oryginału.


No i co z tego?

Przecież wcześniej i tak udowodniłeś że rynek Ami był nieopłacalny, więc co za różnica że na giełdzie komputerowej były piracone gry na PC jak i na Ami pełną parą?

Dla Amigi i tak to nic nie zmieniało, według Twojej tabelki w poście #1?

Amiga beeee, bo mały rynek.
Amiga beeee, bo 880kb.
Amiga beeee, bo HDD nie był standardem.
Amiga beeee, bo (#?)

I tak sobie neguj Amigę, spoko, ale miłośnicy Amigi są tutaj, i mają w pupie to że wyszedł PSX, czy to, że za cenę A1200 w 1994 roku, w Polsce, można było kupić bieda 386.
1
[#17] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #15

Znaczna część posiadaczy Amigi kupowała ten komputer z pełną świadomością, że nigdy nie kupi oryginału.

Znacząca część posiadaczy czy raczej użytkowników miała naście lat i trudno tu mówić o pełnej świadomości. Piractwo było w szkołach podstawowych. Sam kopiowałem gry mając chyba z 10 lat. Niezłamane gry, gdzie trzeba było coś wpisać z instrukcji rodziło dodatkowe koszty w postaci ksera, ale miła pani w urzędzie kserowała nam za darmo. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy mogę pochwalić przydatność instytucji państwowych. No i można powiedzieć, że nieświadomie uczestniczyła w piractwie. Oczywiście świadomi piraci też byli. W Niemczech kupiłem raz jakieś 900 dyskietek, które zostały komuś w garażu po dziadku. Nie były to zbiory modułów i demek Na PC piractwo też było, tylko na początku lat 90tych mało ludzi miało nagrywarki CD. Rozwiązaniem była wycieczka z dyskiem twardym do kolegi, lub mniejsze gry można było dyskietkować. W Amidze każdy miał nagrywarkę dyskietek. Każdy mógł zostać piratem.

Podejrzewam nawet, że autorzy polskich gier na Amigę używali pirackiego softu do ich tworzenia.
1
[#18] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@snifferman, post #13

tego było tyle, że niech ktoś mi powie, że dalej trzyma swojego pierwszego pieca w piwnicy czy na strychu.


pecet był urządzeniem generalnie mniej lub bardziej modułowym przez wiele lat więc nie miał własnej tożsamości jako coś co mogłobybyć w pozniejszym etapie w pewnym stopniu kolekcjonerskie, na swiecie wiele urządzeń które były sprzedawane jako całosc (konsole, komputery) zostało w domach entuzjastów zbieractwa tego typu rzeczy. Trafiłem gdzies w necie na jakis wątek gosci co zbierają stare PC i mają je działające z roznych epok (ale nie pamietam gdzie to było), oczywiscie takich osób jest statystycznie mniej, pecetowcy z racji swej natury nie robią ołtarzyka dla sprzętu tylko najczesciej sprzedają go i wkładają zysk w kolejny potęzniejszy komputer.

A co do oceniania Amigi i Peceta na zasadzie "jakby w Amidze zrobili tak samo jak w PC to by ją uratowało", chyba kazdy kto ma troche rozumu w głowie wie ze to tak nie działa, te same zasady wprowadzone do innej platformy sprzetowej nie przynoszą czesto tego samego efektu rynkowego bo jest cała masa innych różnic które wpływają na ludzkie decyzje.

Przykład prosty: ktoś powie przykładowo: piractwo zabiło amige gdyby nie piractwo miałaby sie dobrze.
JAkoś w przypadku PSX-a to nie zadziałało a co więcej pozwoliło sie rozwinąć w takich bieda krajach jak Polska. Tutaj potrzebna jest szersza perspektywa i wtedy widać że te same działania w przypadku różnych urządzeń mogą przyniesc rozne efekty.
1
[#19] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #12

Piractwo miało jednak drugą stronę medalu - znacznej grupie młodych osób przedstawiło możliwości / potencjał komputerów. Piractwo + Amiga = Inkubator kreatywności. Marzeń. Amiga z "darmowym" dobrodziejstwem software'u, zmieniła życie niezliczonej rzeszy osób. Stworzyła kręgosłup dzisiejszego, europejskiego, game dev-u. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że tak jak piractwo było głównym gwoździem trumny Amigi, tak było kreatorem przyszłości. I to, w zasadzie, także jest temat na gruby artykuł. Jeśli nie książkę


Zgadzam się to był duży atut Amigi i za to jej chwała, A500 A600 to juz były kąkutery na które czesc rodzin mogła sobie pozwolić w polskich domach i oprócz grania pozwalały na cos na co nie pozwalały konsole, czyli na kreatywne działanie i eksperymenty.
2
[#20] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@snifferman, post #13

We Wrocławiu otwarcie w składnicy harcerskiej. Najpierw człowiek siedział z Amigą 2000 i kartonami dyskietek 5.25. Póżniej CDTV i paroma płytami.

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2026 10:06:40 przez bobycob
[#21] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@oldman, post #18

Piractwa na Amidze, nie sposób porównać, z tym na PSX.
To zupełnie inne, niepodobne do siebie, przypadki.
W przypadku PlayStation - ono było głownie lokalne, dotyczyło "biedniejszych" krajów - Polska, Turcja, Chiny, etc.
Globalnie było ono marginesem.
Nie miało, w zasadzie, żadnego negatywnego wpływu na globalny rynek softwareowy PlayStation.
Ba - miało wręcz same benefity. Upowszechniało PlayStation na rynkach, w których bez piractwa ten sprzęt by się nie sprzedawał.
I zostało to skrzętnie wykorzystane przez Sony - dzięki piractwu Sony budowało markę PlayStation. Co przynosiło tak benefity na tych rynkach, wraz z kolejnymi generacjami, jak i samoczynnie - z czasem - doprowadziło do niemal całkowitego zaniku piractwa na zabawkach Sony.
(Okej - ciągle niby funkcjonuje ale obecnie to raptem wątły cień piractwa sprzed dekad. Bardziej zabawa, która interesuje obecnie ekstremalnie wąskie grono osób)

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2026 12:53:09 przez michalmarek77
1
[#22] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #21

Przez dekady twierdzono, że piractwo zabije PC i jakoś się to nie wydarzyło. Więc nie demonizowałbym piractwa
2
[#23] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@oldman, post #19

Moim zdaniem Amigę ubił upadek i brak szybkiego unormowania statusu prawnego aby można było kontynuować rozwój. Do tego nawet do dziś jakoś ludzie oczekują pełnej kompatybilności wstecznej z A500 a to hamuje rozwój. Jakoś PSX i Mac żyją mimo braku pełnej kompatybilności wstecznej (pomijam emulację). Mac to już chyba nawet rekordzista, bo ostatnio przeszedł na procesory z serii M. Kolejna przesiadka na nową platformę a jakoś dobrze się sprzedaje.
Dlaczego Amigi NG to nisza? Bo są na trudno dostępnych i drogich procesorach tylko po to, żeby dać kompatybilność wsteczną ze starymi PPC.
2
[#24] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@mareq, post #23

Mac to już chyba nawet rekordzista, bo ostatnio przeszedł na procesory z serii M

Faktycznie ostatnio 6 lat temu, ale jeśli chodzi o to co ostatnio tak naprawdę to Intel znów będzie tłukł procki dla Appla tyle że Army. Po tych dekadach, rynek powoli zalewają linuxy i army. Ogólnie zarówno ARM jak Linux obecnie dominują w globalnym ujęciu wszystkich urządzeń i ta przewaga systematycznie rośnie. Windows jest obecnie najwygodniejszym system operacyjnym, mówię to jako użytkownik Applowego systemu, da się pracować ale Windows ma sporo praktycznych udogodnień a MacOs jest bardziej siermiężny to co go ratuje to integracja z telefonem i tabletem, choć nie zawsze też to działa od razu i tak jak by się chciało. Nawet Wygoda używania Windowsa nie gwarantuje mu niczego szczególnego, bo ludzie coraz mniej chcą korzystać z komputerów bardziej muszą niż chcą i ta niechęć do komputerów będzie narastać przy jednoczesnym rosnącym uzależnieniu od socialmediów. Jak dla mnie Amiga odegrała właściwą rolę i odeszła zanim komputer stał się czymś co Cię śledzi, podsłuchuję, kontroluje w pracy, zbiera i przekazuje informacje o Tobie. Amiga odeszła w dobrym momencie, z czasem coraz więcej osób będzie to doceniać.
[#25] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@mareq, post #23

Dlaczego Amigi NG to nisza? Bo są na trudno dostępnych i drogich procesorach tylko po to, żeby dać kompatybilność wsteczną ze starymi PPC.


Stary temat, nie ma zasobów finansowych żeby przepisać system na x64, plus do tego wszelkiej masy sterowników. Mamy przecież AROS'a na x86/x64, który jest dowodem że brak sterowników może zniechęcić.

Popularność systemów operacyjnych wg ruchu w sieci: https://gs.statcounter.com/os-market-share/desktop/worldwide

Linux ma tam tylko 4%, a działa na tanich i łatwo dostępnych procesorach.
[#26] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@mareq, post #23

Dlaczego Amigi NG to nisza?


Bo wielu uważa, że to nie są Amigi, tylko jakieś wynalazki, które mają cenę nieadekwatną do możliwości. Pojawiły się też, jak Amiga była pozamiatana. Nie bardzo był czas, aby zbudować do tego jakieś przywiązanie

Rynek małych Amig jeszcze jakoś się kręci, bo ludzie mają sentyment do tych maszyn. Wychodzą nowe rozszerzenia przydatne do używania ich z klasycznym softem, chociaż po aktywnościach na grupach FB i forach raczej tendencja spadkowa.
1
[#27] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@hrw, post #7

A potem przyszedł PSX i reszta tych dla których Amiga była "konsolą na dyskietki" zmieniła platformę.

Dokładnie tak było u mnie. Nawet podłączyłem PSX do Philipsa 8833 za pomocą własnoręcznie zrobionej przejściówki. Obraz miażdżył jajca.
[#28] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@snifferman, post #26

..., ale Sonet, rpi jako turbo już jest ok. Nie kumam ich podejścia do amigowania. Rozumiem 68k, Aga, Zorro, ale skoro godzimy sie na pci, turbo z PPC to NG z PPC też powinno być zaakceptowane.
Polecam link
1
[#29] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@michalmarek77, post #1

Gdzieś czytałem, że firma matka triumfalnie zasnęła nad najlepszym dzieckiem na świecie A500 i na krótką chwilę, gdy się obudziła, próbowała dogonić konkurencję w postaci A1200, ale się nie udało.
1
[#30] Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę

@koczis, post #29

AGA, jak się zastanowić, to jakiś specjalny rozwój nie jest.
Przejście z 16 na 32 biy. Zwiększenie liczby bitplanów do 8 i dodanie prymitywnego kontrolera IDE. Na tle Amigi 500 niby super. Gdyby dodali chociarz tryb chunky. Tylko konkurencja już zaczynała myśleć o akceleracji 3d.
1
Na stronie www.PPA.pl, podobnie jak na wielu innych stronach internetowych, wykorzystywane są tzw. cookies (ciasteczka). Służą ona m.in. do tego, aby zalogować się na swoje konto, czy brać udział w ankietach. Ze względu na nowe regulacje prawne jesteśmy zobowiązani do poinformowania Cię o tym w wyraźniejszy niż dotychczas sposób. Dalsze korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej będzie oznaczać, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
OK, rozumiem