[#1104]
Re: Kij w mrowisko albo jak MF-2DD "ubiło" Amigę
Lokalizacja: Wilka Brytfanka
@trOLLO,
post #1054
- Przecież Apple zawsze produkowało jednocześnie kilka modeli w różnych cenach. Stary przestawali produkować jak sie przestał sprzedawać, a nie wtedy gdy wprowadzili nowy produkt. Noo chyba że daliby radę sprzedawać ten nowy w cenie starego. Ale w praktyce nowy zwykle jest drogi. Jeśli klienci którzy planowali kupić stary model zaczną sie bać że przestaną go produkować, a na nowy model ich nie stać to bywa że pod koniec życia platformy rośnie jego sprzedaż, ale częściej trzeba na finiszu obniżać mu cenę żeby zniknęło to co nadal jest w magazynie. Natomiast wiara w to że nowszy droższy zacznie sie lepiej sprzedawać jeśli przestaniemy produkować starszy tańszy, to myślenie życzeniowe. Przecież przyszłemu klientowi nie przybędzie kasy w portfelu, i raczej pójdzie do konkurencji zobaczyć co da sie tam kupić za tą kwotę którą dysponuje, albo poczeka aż coś stanieje, niż sie zapożyczy aby kupić coś na co go nie stać. Albo kupi używany, tylko że na takiej opcji producent raczej nie zarobi. Mówię "raczej" bo nie ma gwarancji że poprzedni właściciel tego używanego znów kupi nowy produkt z tej firmy.
To że Amiga nie trafiała do DTP czy innych biurkowo projektowych zadań to nie brak HDD, bo te można było sobie dokupić. Tylko przez brak softu który by spełniał wymogi i standardy jakie w tym środowisku obowiązywały. Średnica dyskietek, rodzaje plików, kodowanie narodowych znaków, istnienie i rozmieszczenie opcji w programach, itp. Jeśli chcesz wejść tam z nowym kompem to powinien tam pasować, a nie wprowadzać chaos, bo stosuje inne standardy, inne formaty, i wymaga zmiany przyzwyczajeń czy nawet dodatkowych kursów obsługi. Wycofanie z oferty modeli bez twardzieli nie jest panaceum na takie problemy i nie rozwiąże ich w jakiś cudowny sposób. Gdyby Amiga z pakietem swojego softu uwijała sie z taką robotą lepiej niż stosowane tam wcześniej rozwiązania to by za nią nawet więcej zapłacili i przeszkoliliby załogę do obsługi. Ale tego nie robiła.
Moim zdaniem Amigi nie powaliła za słaba konfiguracja, tylko image jaki roztaczała. Reklamy wyraźnie pokazywały że to komputer dla kreatywnych umysłów. Brzmi fajnie, ale problem w tym że takie umysły stanowią nikły promil społeczeństwa. Gdyby tylko takie osoby interesowały sie Amigą to sprzedanoby ich zaledwie parę, noooo może naście tysięcy i koniec. No bo ilu było Ericów Schwarzców? - Na szczęście zainteresowali sie nimi także gracze i to dało kilka mln sprzedanych Amig, zanim ci sie przesiedli na inne platformy, zresztą podobnie jak większość profesjonalnych artystów. Ale nikt inny się Amigami nie interesował, oki jeszcze garstka speców od efektów video, ale tych było jeszcze mniej niż grafików czy muzyków. Kto jeszcze miałby kupić Amigi? Gryzipiórki/krawaciarze mieli już swoje kalkulatory i maszyny do pisania ze softem od M$ albo Japcoka. :) A jedynie gracze i krawaciarze stanowili liczne grupy. Tylko że Amigowi gracze choć co roku było ich coraz więcej to kupowali coraz mniej gier.
Jeszcze można było promować Amigę na innych kontynentach, bo tam też było trochę artystów i mnóstwo graczy. Ale to nie były puste rynki, tylko ktoś już je zagospodarował, i trzeba by kupę kasy na tłumaczenia softu, instrukcji obsługi oraz na reklamę nieznanej tam marki. Ale kto miał mieć do tego głowę? Skoro nawet własnego podwórka nie ogarniali. Ten image sprawiał że Amiga była zabawką, taką hulajnogą dla dzieci, a my tu debatujemy że gdyby jej podczepić motorek to by startowała w motocrosie, na Olimpiadzie! Oł jeee! - A mnie sie zdaje że nawet z motorkiem by sie do tego nie nadawała, a co gorsza przestano by ją kupować dzieciakom. I co jeszcze doczepić owiewkę? oparcie? skrzydełka? Przecież było jeszcze tyle nisz w których mogła sie odnaleźć. Ale do hulajnogi nie wlewa sie paliwa. Do motoru tak bo to co innego, ale do hulajnogi? Dajcie spokój. Spełniła swoją misję w historii i odeszła. Niech spoczywa...
I powiem to jeszcze raz - nie miejcie pretensji do C= że padło, tylko cieszcie sie że istniało, a pretensje możemy mieć do siebie albo do autora X-Copy, bo to wszystko przez niego. ;) I to nie żart, bo jeśli widzisz w lustrze że masz brudne czoło, to nie ma sensu szorować lustra na którym to widzisz tylko trzeba wytrzeć swoje czoło. A wy ciągle to samo, że było za mało bitów, megów, cali, herców, ... Przecież to wszystko są głupstwa. Bez softu to tylko szmelc. A softu nie było bo przedawkowaliśmy X-Copy. I to było najsłabsze ogniwo - piractwo. Choć nawet gdyby nie było X-Copy, ani innego D-Copy itp. I nawet gdyby nie było odrzutowca, albo tej kary za patent w CD32 i paru mniejszych głupot to C= posiągnęłoby dłużej o ile? 2-3-5 lat? A niech będzie nawet 10 lat bo gdybanie nic nie kosztuje. I co by to zmieniło? że do Amigi A1800 czy jakiejś tam A2400+ dokupilibyśmy PS2 zamiast PSX do A1200. A potem to samo - Ojejku czemu padło? Za mało bitów herców cali i krasnali. :D Nie macie poważniejszych problemów? No to zazdroszczę.