- Naprawdę fajna historia, lubię takie czytać, ale co do "czemu piractwo zabiło rynek nowego softu do Amig" to już mi sie nie chce po raz enty tłumaczyć. Skoro ktoś nie potrafi czytać ze zrozumieniem, i ciągle te same głupie argumenty że PeCetowego rynku piractwo nie zabiło, jakby nie odróżniał rynku światowego od polskiego, istnienia komputerów i ich producenta od istnienia producentów softu do tych komputerów, albo skromnej liczby 6 mln wszystkich Amig na świecie wyprodukowanych w ciągu 8 lat, od liczby PC których w latach 80ych wyprodukowano naście mln, w samym '90-10mln, w '91-14mln, '93-27, '94-50... itd itd. Dlatego jeśli na Amidze połowa ludzi nigdy nie kupiła oryginalnego softu to tych pozostałych będzie za mało aby utrzymać amigowych programistów, ale jeśli na PC nawet 90% nigdy nie kupi oryginalnego softu to tych PeCetowców co zostanie wystarczy aby utrzymać Pecetowych programistów. Albo inaczej Amigowy rynek jest jak mucha, Pecetowy jest jak słoń, piractwo jest jak packa na muchę, która miażdży muchę, ale nawet 10 takich pacek nie zabije słonia. - To był ostatni raz, więcej tego tłumaczyć nie będę. ;)
@x01 x872 - Póki dostatecznie wielu użytkowników będzie kupowało soft na jakąś platformę to będzie on powstawał, nieważne czy producent jeszcze istnieje czy nie, albo ile lat minęło od końca produkcji platformy a tym samym jak bardzo jest już przestarzała. Najlepszym na to przykładem jest konsola Sega Dreamcast na którą nadal powstają nowe gry, bo użytkownicy sie skrzyknęli że będą kupować, zrobili ankietę jaki tytuł najpierw na próbę i udało sie stworzyć i wydać i zarobić a potem już było z górki. Żadna inna konsola z tamtych czasów nie może sie pochwalić czymś takim. I to pomimo złożoności znacznie większej niż gry na Amę. Powie ktoś że to amatorstwo, to radzę poszukać i zobaczyć.
@bobycob #874 - Pod koniec ery 8bit gry do nich też rosły objętościowo i stopniem złożoności. Coraz większy % nowo wydawanych wymagał 128K i FDD bo nie mieściły sie całe w 64K. Choć nie każdy posiadacz 8bit poszedł w tym kierunku, podobnie jak nie każdy Amigant korzystał z gier na nastu dyskietkach. Bo "dyskoteka" niewygodna, twardziele drogie, baaa nawet naście pustych dysków było droższe niż piraty na 2-3 dyskietkach. hehe
@rbej1977 #879 - VooDoo nie było pierwszą kartą 3D do PC. Pierwsze pojawiły sie w '94. Ale sama karta kosztowała tyle co PSX i w podobnym tempie obie taniały, tyle że do karty trzeba było całą resztę PC dokupić za kilkukrotność tej ceny.
Nawiasem mówiąc dziwi mnie że tak wielu uważa że Doom rozpoczął szał na 3D, podczas gdy znacznie lepiej sprzedawała sie Tomb Rajderka, ludzie dostali na jej punkcie fioła, a Doom nie zmieścił sie nawet w 10 najlepiej sprzedawanych tytułów ani w roku premiery ani w następnych. Wiem wiem, to było później, bo Doom był tylko jaskółką która nie uczyniła wiosny, a TR + Duke Nukem + Gran Turismo + Tekken - były wiosną.
@Jacques #880 - Myślę że większość ludzi która kupiła sobie konsolę to dokupiła ją do już posiadanego komputera, a nie że kupiła zamiast niego. Tą ostatnią opcję wybierali raczej rodzice z małymi dziećmi którzy sami nie interesowali sie komputerami.
Gdy miałem CPC ze stacją to ze zazdrością patrzyłem na niektóre gry na Pegazusie, ale mówiłem sobie a co ja neandertal jestem żeby coś bez klawiszy kupować. :D Ale parę lat później gdy zobaczyłem PSX w działaniu za ułamek ceny komputera (a już miałem A1230HDCD) uznałem że muszę to cudo mieć. Chociaż na początku wpieniało mnie sterowanie padem, ale sie nauczyłem i wyleczyłem sie z joystików które teraz kojarzę z prostackimi grami z 1 Fire zamiast z 8x Fire.

Takie wielo-fajerowe sterowanie to cichy towarzysz rewolucji przejścia z 2D na 3D. To jakby porównać grę w chińczyka z Paintballem. :D A po takich emocjach chińczyk przestał być grą, a stał sie nic nie wartą tekturką.
@QkiZ #884 - Pamiętam że w końcówce lat 90ych jakaś międzynarodowa instytucja robiła badania na temat poziomu życia we wielu krajach, i jedną ze sensacyjek jakie wzbudziła które komentowano także w polskich gazetach i w TV (np w programie Polaków Portret Własny), było to że w latach 90ych mieliśmy w PL lepsze parametry kupowanych komputerów niż w krajach tzw zachodu. I socjologowie sie głowili jak to możliwe czy to jakiś błąd? Przecież Polacy są sporo biedniejsi i na wszystko inne wydają mniej pieniędzy, na ciuchy, jedzenie, rozrywki, AGD, RTV, meble, auta, wakacje, leczenie, itd itp. Ale komputery kupujemy lepsze. Bo po pierwsze w krajach EWG (to przedpotopowa UE) w celu ochrony miejscowego rynku były bariery celne przed sprowadzaniem tanich składaków z dalekiego wschodu, A U NAS NIE! Po drugie na zachodzie drugie tyle co na sprzęt wydawali na soft, a u nas nie. I po trzecie tam był to normalny sprzęt użytkowy jak maszyna do pisania albo jak bojler, który dopóki działał to nie przyszłoby ci do głowy aby marnować kasę na nowy. A u nas komputer był symbolem nowoczesności i wyznacznikiem prestiżu jak futro z norek. Więc jeśli sie dowiedziałeś że sąsiad kupił kompjuter, to nawet jak nie wiedziałeś jak i do czego tego używać to kupowałeś droższy niż on, żeby sobie nie pomyślał że jesteś od niego gorszy. A tam takich kompleksów nie mieli więc nie musieli ich "leczyć" wydawaniem kasy na zbędne rzeczy bo mieli w nosie to co ma sąsiad. Więc stereotyp że tam wszystko mieli lepsze niż u nas w tym punkcie sie nie sprawdzał. Choć tym co o tym badaniu nie słyszeli to ich kompleksy wobec zachodu każą wierzyć że to niemożliwe aby w bogatszych krajach mieli coś słabszego niż u nas. Młodsi nawet nie zdają sobie sprawy z tego że rodzice im kupili komputer nie dlatego że ich o to uporczywie prosili, ale dlatego że powiedziałeś że dzieciak sąsiadów już go ma. :D
Lajki rozdałem dla:
[#848] bobycob
[#869] trOLLO
[#870] bobycob
[#875] Daclaw
[#882] rbej1977
[#894] rbej1977
[#895] flops
[#899] bobycob